Od Nas dla Was

Pozyskaliśmy dla Was ofertę edukacyjną na rok szkolny 2020/2021.
Pozyskujemy inne ważne informacje o szkołach.

Od Was dla Nas

Wesprzyj Nas i kup cegiełkę na rozwój portalu.



Tak zaczęła się nasza przyjaźń.

Zakończyła się piąta edycja konkursu połączonego z wolontariatem edukacyjnym "Uczeń dla Ucznia". Konkurs odbył się na to platformie www.wybieramwiedze.pl umożliwiającej udział w interaktywnych konkursach online oraz umożliwiającej działanie w Wolontariacie Edukacyjnym. 

Tym razem młodzież w opowiadała o przyjaźni a głównymi bohaterami byli człowiek i zwierzę.

Najlepsze prace zdaniem uczestników konkursu publikujemy poniżej.

 

GABRIELAG

SZKOŁA PODSTAWOWA IM. KAZIMIERY AUGUSTYNOWICZ W POPOWIE KOŚCIELNYM

      Tego dnia nigdy nie zapomnę. Był ciemny, zimowy wieczór. Uciekłam z domu, po kolejnej kłótni rodziców. Spacerowałam po mieście, aż nagle usłyszałam wycie psa. Było to straszne przeżycie. W jego głosie było słychać lament. Biegłam za jego głosem. W pewnym momencie w zaułku ulicy zauważyłam psa leżącego na ziemi. Piesek był ranny. Był duży i biały. Miał niebieskie, smutne oczy. Bał się mnie. Było to widać. 

      W głowie miałam tylko jedną myśl "muszę mu pomóc!" Zachęcałam go delikatnie aby wstał i poszedł ze mną: 

- "Kochany pieseczku, co ty robisz taki samotny"? Piesek nieśmiało zamerdał ogonkiem.

- "Chodź ze mną, pomogę Ci". Powiedziałam jak tylko umiałam najcieplej.

Powoli podniósł się i utykając poszedł za mną. Zabrałam go do weterynarza. 

 Zastanawiałam się czemu nikt wcześniej nie zauważył jego cierpienia. Czemu nikt mu nie pomógł? I przypomniałam sobie wtedy, że mi też jest ciężko, cierpię i jestem sama. Inni jakby mnie nie widzieli i nie słyszeli.

      Mijały dni, a ja coraz bardziej zauważałam jak ten pies jest do mnie podobny. Skrzywdzony przez los, zraniony i samotny. Na szczęście z czasem zaczął odzyskiwać energię. Uwielbiał na mnie wskakiwać i zaczepiać mnie. Nie pozwalał mi być smutną. Nazwałam go Pill. Dlaczego Pill? Dlatego, że Pill z angielskiego oznacza tabletkę, a on jest dla mnie jak tabletka szczęścia.

      Pill na początku nie umiał spoglądać w oczy. Chyba trudno było mu na nowo zaufać. Nie zapomnę momentu, kiedy pierwszy raz spojrzał prosto w moje oczy. Patrzył tak przez dłuższą chwilę. Poczułam, że Pill jest dla mnie wszystkim. Okazywał mi miłość, jakiej  brakowało mi zawsze.

      Ja i Pill zaczęliśmy nowe, szczęśliwe życie. Problemy w domu zaczęły się rozwiązywać. Pill stał się ulubieńcem wszystkich. Teraz wszystko się zmieniło, właśnie dzięki naszemu spotkaniu. Jestem najszczęśliwsza na świecie. Wiem, że z każdym problemem sobie poradzę, bo nie  jestem sama.

 

AGATAB

PUBLICZNA SZKOŁA PODSTAWOWA IM. HENRYKA SIENKIEWICZA W SOBOLEWIE

      Rok temu, kiedy byłam na spacerze zobaczyłam w oddali poruszające się pudełko. Nie podchodziłam bliżej, bo nie miałam pojęcia co się tam znajduje. Po dłuższym przemyśleniu  zdecydowałam się podejść i ujawnić zawartość opakowania. Zrobiłam kilka powolnych ruchów w jego stronę, a kiedy byłam już wystarczająco blisko, powoli uchyliłam górną część kartonu. To co tam zobaczyłam, już na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

      W pudełku zobaczyłam małego, związanego szczeniaczka. Łzy naszły mi do oczu. Ten widok był straszny! Pierwsze co zrobiłam, to delikatnie rozwiązałam mu łapki, a potem mocno go w siebie wtuliłam. 

- Dziękuję! – powiedział nieznajomy głos. 

Nie wiedziałam o co chodzi. W pobliżu mnie nie było żadnej żywej duszy oprócz... szczeniaka.

- Potrafisz mówić? – zapytałam go, jakbym była małą dziewczynką z bujną wyobraźnią.

- Oczywiście, że tak! – odpowiedział piesek.

To wydarzenie było naprawdę bardzo dziwne, ale jak to mówią życie zaskakuje coraz bardziej. Po krótkiej wymianie kilku zdań, wiedziałam, że nazywa się Tofik, został rozdzielony z mamą dwa dni temu i jest przeraźliwie głodny. Zabrałam go ze sobą, bo nie potrafiłam go tam zostawić na pastwę losu. Kiedy doszliśmy do domu, opowiedziałam mamie całą historię, ale nie wspominałam nic o tym, że szczeniak umie mówić. Nie wiem jakby na to zareagowała, a chciałam chronić Tofika od niebezpieczeństw. Mama zdecydowała, że jak szczeniaczek skończy jeść, wybierzemy się do weterynarza, aby określił jego ogólny stan zdrowotny. Piesek był zdrowy, nic mu nie było, trzeba tylko założyć mu książeczkę zdrowia i wszystko załatwione. Najlepszą wiadomością było to, że mogłam go zatrzymać.

- Jesteś mój, obiecuje, że będę najlepszą przyjaciółką- powiedziałam pełna radości.

- Obietnica przyjęta- odparł z uśmiechem.

      Od tamtego wydarzenia minęły już dwa lata, a ja i szczeniaczek tworzymy naprawdę zgrany zespół. Jest moim najlepszym przyjacielem, na którego zawsze mogę liczyć. Pociesza mnie w trudnych sytuacjach i sprawia, że każdy dzień jest lepszy. 

 

NOTHRIEL

PUBLICZNA SZKOŁA PODSTAWOWA NR 1 IM MARII KONOPNICKIEJ W GARWOLINIE

      Dzisiejsza pogoda zapowiadała się nie ciekawie, a ciche pomruki rozbrzmiewające co chwilę w przestworzach tylko mnie w tym utwierdzały. Zerwał się wiatr, który głucho kołysał gałęziami pobliskich drzew. Czułam powiew świeżego powietrza w swoich piórach, ale mimo to ogarnął mnie niepokój na samą myśl o tym ,że nie znalazłam do tej pory dogodnego schronienia. 

      Moje usilne próby odszukania bezpiecznej przestrzeni w okolicznym parku spełzły na niczym. Wszystkie zakamarki nadające się do przeczekania ulewy, albo okazywały się być zamieszkiwane przez moich pobratymców, albo niewystarczająco osłonięte przed kontaktem z wodą. Zwróciłam się zatem w kierunku odgłosów tętniących życiem ulic, które mimo późnej pory, wciąż były licznie oblegane przez miejscową ludność. Najwyraźniej różnobarwne witryny sklepowe skutecznie odwracały ich uwagę, od skupiska burzowych chmur nad ich głowami. Najbardziej intrygowały mnie świecące przedmioty umieszczane w specjalnych gablotach. Nawet nie spostrzegłam kiedy wleciałam w mniej zatłoczoną alejkę na obrzeżu niewielkiego placu.  Była znacznie mniej oświetlona, ale pomimo to udało mi się rozróżnić małą, drewnianą budkę na tle wysokich budynków mieszkalnych. Właśnie zlatywałam niżej aby móc się jej dogłębniej przyjrzeć, kiedy niebo rozświetliła błyskawica. Przestraszona, nie wiele myśląc wleciałam do jej wnętrza. Od razu zostałam zauważona przez sprzedawcę, który ze skwaszoną miną mi się przyglądał.

- Sroka? W moim sklepie? Pewnie chciałaś podwędzić parę błyskotek, co?

- J-ja? Absolutnie nie! Ja tylko…chciałam…

Mężczyzna wydawał się być zaskoczony jakąkolwiek odpowiedzią z mojej strony. Ponownie na mnie spojrzał, tym razem lekko przestraszony.

- Zapewne przeczekać burzę… Śmiało, możesz wpadać kiedy zechcesz…

      Od tamtej pory z przyjemnością odwiedzałam sklep na peryferiach miasta, aby ponownie spotkać poczciwego sklepikarza biżuterii. Za każdym razem starałam mu się odwdzięczać przynosząc ze sobą jakiś drobiazg, który przyjmował z wielkim entuzjazmem. W ten sposób oboje cieszyliśmy się z każdej wspólnej chwili i robimy to aż do dziś. 

 

MADZIA06

SZKOŁA PODSTAWOWA NR 1 IM. KOMISJI EDUKACJI NARODOWEJ W SIEDLCACH

      Spacerując po zoo, zobaczyłam coś niepokojącego. Małe zwierzę chodziło w kółko. Zapukałam w szybę. Małpka gwałtownie się odwróciła i uciekła. Wydawała się nieszczęśliwa. Zaniepokoiło mnie to. Stała przy kratach, jakby chciała się wydostać. Zbliżyłam się, nawiązałyśmy kontakt wzrokowy.

      Następnie udałam się do pracownika.

- Dzień dobry.- powiedziałam - Opowie mi pan o tej małpce?

- To Ignacy. Niedawno został przywieziony do Europy. Ma tylko siostrę. Żyje ona w wilgotnym lesie tropikalnym. Myślę, że tęskni za rodziną.- odpowiedział nieznajomy.

- Czy byłaby możliwość sprowadzenia jej?- zapytałam.

- Proszę skontaktować się z zarządcą.

- Jestem panu wdzięczna.- pobiegłam do głównego budynku.

Weszłam do gabinetu.

- Dzień dobry.-rzekła dyrektorka.

- Małpka Ignacy bardzo dziwnie się zachowuje, wygląda na samotnego. Chciałabym, żeby w końcu zobaczył kogoś bliskiego.-powiedziałam.

- Rodzice małpki zginęli w pożarze lasu. Od dawna chciałam przenieść siostrę Emilkę do Ignacego, ale brakuje nam środków. Nie mamy możliwości sprowadzania zwierząt.- powiedziała z żalem.

- Do widzenia.- pożegnałam się i wyszłam.

Byłam taka rozczarowana. Wiedziałam, że pani dyrektor ma dobre serce. Gdyby miała pieniądze nie zwlekała by z transportem Emilki tutaj. 

Zobaczyłam, że Ignacy patrzy się na mnie. Już nie jest taki płochliwy. Stał blisko szyby i trzymał na niej dłoń. Powoli zbliżyłam swoją. W tamtej chwili poczułam, że tworzy się miedzy nami więź. Aby pomóc małpce wspólnie zorganizowaliśmy zbiórkę. Bardzo szybko uzbieraliśmy całą kwotę. Codziennie odwiedzałam mojego małego przyjaciela. Lubiłam spędzać z nim czas.

      W końcu przywieziono Emilkę. Moment pierwszego wymienienia spojrzeń między rodzeństwem był wzruszający. Pani dyrektor i ja bardzo płakałyśmy. Od tego momentu Ignaś z Emilką byli nierozłączni.

      Cieszę się, że zyskałam przyjaciela. Kontakt z małpką nauczył mnie czerpania radości z małych gestów. Przyjaźń, to rodzaj więzi opartej na zaufaniu i bezinteresowności. Często przyjaźń między ludźmi zawodzi. Za to zwierzę obdarowuje swojego właściciela szczerą i prawdziwą miłością za opiekę i serdeczność jaką człowiek go obdarza i to jest piękne.

 

ZUTOM

SZKOŁA PODSTAWOWA TOWARZYSTWA EDUKACYJNEGO VIZJA

      Dawno dawno temu poznałem mojego najlepszego przyjaciela. Ma na imię Edek i jest krewetką. Pierwszy raz widziałem go, gdy kupowałem rybki w sklepie akwarystycznym. Następnego dnia wróciłem tam z myślą o nim, wiedziałem że właśnie idę po największą przyjaźń na świecie, przyjaźń z pupilem. Gdy wracaliśmy do domu już czułem więź między nami. 

      Następnego dnia rano wszedłem do pokoju z akwarium, żeby zobaczyć jak tam mój przyjaciel i wtedy usłyszałem go! Edek powiedział:

- Cześć jestem Edek.

Na początku nie wiedziałem co powiedzieć, ale odpowiedziałem:

- Cześć, ja nazywam się Janek-następnie zapytałem trochę nieśmiało:

- Jak się masz Edku w tym akwarium?

- Bardzo dobrze.

- Cieszę, że Ci się podoba mój przyjacielu! Wtedy pierwszy raz wykrzyknąłem to do niego.

Na początku ukrywałem jego specjalną zdolność, przez parę miesięcy przychodziłem co rano na 45 minut i gadałem sobie z Edkiem.

       Pewnego dnia zaskoczyła mnie mama, usłyszała naszą rozmowę dzisiaj wyjątkowo burzliwą i zapytała:

- Do kogo mówisz?

- Do krewetek- przyznałem.

- Jak to?- mama nie wiedziała co powiedzieć.

- Ta tutaj nazywa się Edek i umie mówić!

- Czy ty się dobrze czujesz? -zapytała zmieszana mama.

- Tak- odpowiedziałem.

- No dawaj Edku powiedz coś, proszę!

- No dobrze, dzień dobry Pani- powiedział. Mama prawie się przewróciła z wrażenia, potem niepewnie powiedziała:

- Witam Cię Edku!

Wtedy właśnie mój i Edka sekret przestał być naszym sekretem, stał się sekretem całej naszej rodziny. 

      Od tego czasu Edek i ja jesteśmy kumplami. Opowiadamy sobie żarty, pomagamy sobie w problemach jesteśmy dla siebie oparciem w trudnych chwilach np. przed sprawdzianem z matematyki albo angielskiego.

      Razem z Edkiem jeździmy na różne wycieczki i zwiedzamy planetę. Myślę, że Edek jest pierwszą krewetką, która odwiedziła cały świat. Jest też krewetka mówiącą ludzkim głosem, jest też bardzo przyjazna. I właśnie to jest historia życia Edka i jego przyjaciela. Koniec!

 

GROOT0 PKT

SZKOŁA PODSTAWOWA NR 1 IM. MARII KONOPNICKIEJ W SŁUPNIE

       Pewnego kwietniowego dnia razem z rodzicami i siostrą postanowiliśmy pojechać do schroniska i adoptować psa. Nasz ukochany pies Atlas odszedł, brakowało nam towarzystwa czworonoga.

Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Gdy dotarliśmy na miejsce przemiła pani zaczęła oprowadzać nas po schronisku. Niespodziewanie zauważyłam psa, który był łudząco podobny do Atlasa. Miał czarną sierść z białym krawatem i latarnią, a łapki biało-rudawe. Odłączyłam się od pani i rodziców, poszłam w stronę boksu, w którym znajdował się pies. Zaczęłam do niego mówić:

- Cześć kochany, na pewno chciałbyś znaleźć dom, co?

- Cześć – odpowiedział machając ogonem. – Tak jak każdy pies chciałbym znaleźć dom – odparł z uśmiechem.

      Zdziwiona tym, że pies przemówił ludzką mową mocno mnie zszokowało. Bez zastanowienia zapytałam:

- Ty, ty umiesz mówić?

- Czasami – odparł.

- Dlaczego trafiłeś do schroniska? – zapytałam bez zastanowienia.

      Zapadła cisza, a pies podkulił ogon i spuścił łebek.

- Przepraszam nie chciałam cię urazić – szybko powiedziałam.

- Nic nie szkodzi – uśmiechnął się.

- Na pewno?

- Tak. To bardzo miłe, że się mną przejmujesz – powiedział. – Mojego byłego właściciela w ogóle nie obchodziłem.

            Jego właściciel wyrzucił go z domu za to, że zjadł jedzenie ze stołu.

- Tak mi przykro.

      Niespodziewanie usłyszałam głos mamy.

- Tu jesteś, wszędzie cię szukaliśmy – przerwała mi mama.

- Niestety, ale nie ma tutaj psa, który z chęcią chodziłby na długie spacery i… - mówił tata, lecz mu przerwałam.

- Spójrz na tego – wskazałam na psa.

      Pies z miłością spojrzał na tatę, mamę i moją siostrę. Po chwili wiedzieliśmy, że właśnie tego psa adoptujemy. Nadaliśmy mu imię Scooby. W drodze powrotnej kupiliśmy rzeczy dla Scoobyego. Gdy dojechaliśmy do domu, razem ze Scoobym poszliśmy do ogrodu. Scoobyemu bardzo spodobał się ogród. Żyje nam się bardzo dobrze, Scooby jest moim najlepszym przyjacielem.